Archiwum

Posts Tagged ‘wynudziwszy się’

come home

Wrzesień 25, 2010 Dodaj komentarz

Nieobecność spowodowana obecnością Pana Filipa w moim życiu.  Ale wracam. Czas najwyższy, bo już się za blogiem stęskniłam. Dalej mam wizję życia, nadal mam w głowie ścieżkę, którą chcę podążać. Proszę.

Lipiec 13, 2010 Dodaj komentarz

ten tydzień pod znakiem pracy (sesji dużo), ale i możliwie jak najdłuższego przebywania z domu i urabiania mamy na tydzień w wawce. i hope.

Czerwiec 29, 2010 Dodaj komentarz

jutro zaczną się prawdziwe wakacje – wyjazd do Warszawy na dzień i potem Opener.

Mam nadzieję (i zamiar) wrócić z ogromną ilością nowych doświadczeń, znajomości, BLIŻSZYCH ZNAJOMOŚCI (błagam), zdjęć i części garderoby.

Szkoda tylko, że od jutra takze zacznie się 2,5tygodniowy urlop mamy… trzeba będzie coś zorganizować, trudno.

To pozdrawiam, see ya.

Czerwiec 28, 2010 Dodaj komentarz

Nie mogę zrozumieć jak to się dzieje – ciocia robi focie, które według mnie… nie ważne. W każdym razie ich nie lubię, nie podobają mi się. No więc jak to jest, że WSZYSCY się nimi zachwycają? Czy to ja mam jakiś kompletnie wypaczony i beznadziejny gust, czy to wszyscy inni?

child’sday

Maj 31, 2010 Dodaj komentarz

jutro dzień dziecka więc trzeba się ogarnąć:D

 

btw

szykuje sie pelna profeska sesja z dwoma profesjonalnymi modelkami,

blenda, makijazystka, projektantka, tiulowe suknie, wizazysta, PELNA PROFESKA,

przygotowania powoli się zaczynaja i jeśli pójdzie po naszej myśli to będzie grubooo

Grudzień 8, 2009 Dodaj komentarz

jeszcze 8 dni.

chorobowy.

Grudzień 7, 2009 Dodaj komentarz

Świetnie jest tkwić w łóżku z temperaturą o 2 stopnie wyższą, niż być powinna, z widokiem nadchodzącej jakiejś anginy bądź czegoś takiego. Potrzebowałam takiego dnia, to i owszem, ale nie poniedziałek. No, na pewno nie TEN poniedziałek. Jedyne plusy tego wszystkiego to fakt, że trójki nasłucham się za wszystkie czasy. Mimo to jestem padnięta. Nie mam siły przewrócić szanownych czterech liter nawet o 2 centymetry, podnieść ręki w celu odebrania kolejnego sms’a od cioci na temat tego, że mam z geografii 4 / w środę kartkówka z Azji. Tkwię w jednej wielkiej dupie, nawet zjadłam już ostatniego batona, proszę pana. O, właśnie, proszę pana, teraz słucham rozmowy Barona z jakże miłym sołtysem z miejscowości, której nazwy nie wymówię na pewno w przeciągu kilku godzin. Głowa mnie boli i nogi, jakbym stała przez minimum cztery godziny na jakimś twardym podłożu. Kończę, proszę Pana.

Adios.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.