jeszcze 8 dni.
Archiwum
chorobowy.
Świetnie jest tkwić w łóżku z temperaturą o 2 stopnie wyższą, niż być powinna, z widokiem nadchodzącej jakiejś anginy bądź czegoś takiego. Potrzebowałam takiego dnia, to i owszem, ale nie poniedziałek. No, na pewno nie TEN poniedziałek. Jedyne plusy tego wszystkiego to fakt, że trójki nasłucham się za wszystkie czasy. Mimo to jestem padnięta. Nie mam siły przewrócić szanownych czterech liter nawet o 2 centymetry, podnieść ręki w celu odebrania kolejnego sms’a od cioci na temat tego, że mam z geografii 4 / w środę kartkówka z Azji. Tkwię w jednej wielkiej dupie, nawet zjadłam już ostatniego batona, proszę pana. O, właśnie, proszę pana, teraz słucham rozmowy Barona z jakże miłym sołtysem z miejscowości, której nazwy nie wymówię na pewno w przeciągu kilku godzin. Głowa mnie boli i nogi, jakbym stała przez minimum cztery godziny na jakimś twardym podłożu. Kończę, proszę Pana.
Adios.