nie widzę różnicy między żalem a litością. źle.
jejku. generalnie nie to, że się nie lubię. lubię się. bardzo często. ale dziś wyjątkowo nie mogę na siebie patrzeć. a dodatkowo napatrzyłam się na Anję Rubik i chcę być modelką – czyli muszę zrzucić z 10kg. A zjadłam dziś płatki, drugie, frytki i trzy kawałki ciasta. myślę sobie: dużo. bardzo dużo. ale gdy sobie pomyślę, że zjadłby tyle ktoś inny myślę – mało. co się dzieje?
nie lubię płakać, a już bardzo nie lubię płakać w swoje urodziny. jeden taki dzień w roku, kurwa.
ale od początku: przykładam dosyć dużą wagę do prezentów, bo uważam, że minimalny drobiazg z prawdziwymi życzeniami od serca jest lepszy niż superdroga płyta. wystarczy coś skromnego by pokazać, jak się kocha, lubi, szanuje… od rodziny dostałam ohydny, okropny (…) sraczkowato-zielony zestaw (talerz, filiżanka, kubek…). boli mnie to, że tak bliskie mi osoby nie wiedzą o mnie kompletnie nic…
boli.
a reszcie dziękuję. gdyby nie to, jak wyszło z moją rodziną, to byłby to naprawdę najpiękniejszy dzień w moim już piętnastoletnim, życiu.
pierwszy raz od jakiegoś już czasu wyłamałam się. w kwestii naukowej bycie samej w domu nie wpływa na mnie zbyt dobrze – zamiast uczyć się, tak jak postanowiłam od 16 do 19 to po pół godzinie wymiękłam. no ok, jest jutro tylko polski (nic ciekawego), wwr, angielski (nic ciekawego x2), chemia (45 minut ciszy i oddanie kartkówek) oraz historia, którą już umiem, ale… doświadczenie niestety nauczyło mnie, że zawsze wtedy, kiedy się tego najmniej spodziewasz rąbną Ci jakąś arcytrudną kartkówkę, ale pytam: z czego…? za banalnych słówek z angielskiego czy ze zdań złożonych? bo chyba nie z relacji w małżeństwie. a kartkówki z chemii nie będzie, bo była w tamtym tygodniu. poza tym to dostałam tróję z wosu i źle mi z tym. moja reakcja była raczej: ja jebie. wiedza o społeczeństwie to dla mnie w tym roku zdecydowanie najgorszy przedmiot. ja jebie.
stwierdzam polubownie, że to tak raz, jak dziś. bo jutro nic nie ma. a dziś w końcu prawie piątek. a weekend będzie mniamuśny.
PS. uspokójcie mojego psa…..
założyłam blogspota. nie mam pojęcia po co. ale założyłam. nawet pierwszy wpis już jest.
bo dziś był dobry dzień
dziś otwarcie stadionu (zimnooo), krusher (ciepleeej) i carmel macchiato (cieeepło)
Lubię.
Nikt, kto nie chodzi na kółko biologiczne nie może być świadomy tego, co się tam dzieje. Pani robi tam takie rzeczy, że hoho, a my wszystkie się z tego śmiejemy. Tak mogę się uczyć!