ile komerchy wszędzie.
ju nou.
jes. jest najlepiej!
btw., nie potrafię zrozumieć siebie. mojego wnętrza.
gdy wyszła, podbiegłam do Lisy ze słowami: “KOCHAM JĄ, KOCHAM!”
teraz jest strasznie.
brak dla mnie czasu jutro to niby błahostka, przecież już w środę się spotkamy. ja jednak znowu się boję, że zacznie się to, co ostatnio. teraz trzeba tylko uważać na wszystko, czego się robi.
PS. ZNALAZŁAM DZISIAJ 300 ZŁ!!
po spotkaniu. było naprawdę dobrze. lubię tą naszą bliskość, w pewnym stopniu nawet intymność, która wisi nad nami w powietrzu, gdy jesteśmy w kinie. to są te chwile, których nigdy nie będę miała dość. z nią czułam się dobrze. najlepiej, od jakiegoś, już dosyć długiego, czasu. wsiąść z nią do samochodu nie mogłam. to byłaby przesada, coś nie do wytrzymania. nie ze względów dosłownych, ale jakiś umysłowych (później ten czyn okazał się masochistyczny). gdy mówiłam “idź idź!” z uśmiechem to jeszcze nie było źle.dopiero po wyjściu tuż za róg oddałam to wszystko. zaczęłam płakać. (kolejny raz sprawdziło się “gdy kobieta mówi idź to znaczy – zostań”.) szłam, miałam “stygnę” w głowie i zamarzałam. powoli, ale zamarzałam. było strasznie, kiedy nagle… coś się zmieniło. nie powiem nawet kiedy, po prostu coś minęło. ten tasiemiec chyba odszedł. nauczyłam się szanować cudzą korespondencje ( nawet tą totalnie nieukrywaną). po prostu wróciło życie. wróciło uczucie. znowu się zakochałam. marzę teraz o tym, żeby ją spotkać. rzucić się jej na szyję i spędzić z nią mnóstwo czasu. tylko ja i ona (może być jeszcze TEN alex). wiem, że stać mnie na szczerość. szczerość, na którą nie stać mnie dla nikogo na świecie, prócz niej. wróciłam do pierwotnego znaczenia słowa przyjaźń (w którego istnienie ostatnio nawet wątpiłam) i przy nim mam zamiar pozostać. jestem szczęśliwa. ona daje mi szczęście. chociażby nie wiem jak bardzo wszystko się nie układało to wiem, że ją mam. że jest ze mną, że mogę jej w pełni zaufać. między nami jest szczerość. wyjaśniłyśmy sobie wszystko, nie oszukujemy się już, że nasza przyjaźń to sielanka. powiedziałyśmy sobie wprost: “zeszłyśmy od wakacji na ścieżki w troszeczkę innym kierunku. ale walczymy o tą przyjaźń i oprócz tego, że bezgranicznie siebie kochamy, to jest najważniejsze.” i chyba o to w tym wszystkim chodzi.
najpiękniejsza na świecie i moja.
LOVE <3
socjopatia we mnie się rozwija. za szybko.
co to ma oznaczać? co mam myśleć? nie wiem. trudno jest mi się określić, co czuje. co dzieje się wewnątrz. ijeszczetaspacja. brakuje mi sił, już niemalże znowu przekonana, niemalże znowu przychylna… zobaczyłam ten post. Post, który zrujnował całą moją wewnętrzą równowagę, tą wieżę,która i tak chwiała się pod wpływem myśli. bezsens. a to zaproszenie… dosyć dziwne. “lorko bakła ja zwijka andzia i ada z 2e i z chlopakufff to bubicz i daniel kobyłka :3″ – świetnie. znam 3 osoby, dwie lubię a jedna przyprawia mnie o uczucia najlepsze, a czasem nawet najgorsze. reszty nie znam. i raczej nie chce poznać. czasem owszem, chciałabym mieć jakąś ukrytą kamerę, wiedzieć, jak się dana osoba zachowuje. ale chyba tyle. mój wewnętrzy stan nie dopuszcza mnie do zapoznawania kolejnych osób i tworzenia z nimi… w miarę stałych więzi. jedynę co mogę zrobić to spojrzeć na nich znaczącym wzrokiem i odejść bez słowa. wyżyć się na Bogu winnych ludziach. nie wiem, co robić. czy iść na tego sylwestra i ukorzając się przed własnym umysłem i mą socjopatią? czy znowu spędzić go sama… ołmajmajd. nie wiem. CO MAM ROBIĆ?
przy mrozie stopni minus trzynaście mój łi kend zapowiada się świeeetnie.
jestem gorsza?
dlaczego?
Opowiem może mą dzisiejszą historię. Wyszedłszy ze szkoły o godzinie 15 minut 30 ukierunkowałam swe kroki w stronę supermarketu by nie zamarznąć w temperaturze -13 stopni Celsjuuuusza. Dowiedziawszy się, że muszę jeszcze poczekać z godzinkeu minimum stwierdziłam, że udam się do cioci. Wtedy stauo się coś dziwnego: szłam, mijałam kolejne bloki, a byłam sama. Nikogo nie mijałam, widziałam zapalone światła w oknach, gdzie nic się nie działo, słyszałam tylko wiatr przechodzący między konarami drzew, nagle niemalże stanęłam w miejscu. Nade mną wydarzyło się coś, gałęzie się poruszyły. Podniosłam powoli głowę w górę i odetchnęłam z ulgą widząc zziembnięte gołębie trzęsące się na drzewie. Poszłam dalej. Dalej cisza, którą przerywa tylko dzwonienie dzwonków powieszonych na którymś balkonie. Czułam się, jakbym była sama we wszechświecie. Ja i tylko ja. Nikt i nic więcej. Wiedziałam, że w przeciągu 100 metrów ode mnie znajduje się pewnie ze 100 osób, a jednak było tak cicho, tak inaczej, niż zawsze. Co ta temperatura potrafi robić z ludźmi. Na pewno przyprawić o refleksje, jesienno-zimowe refleksje.